Kiedy wstałam i przypomniałam sobie, że jutro wyjeżdżamy byłam zrozpaczona. Od razu zaczęłam się pakować. Zostawiłam tylko ciuchy na jutro, czyli zwykłe jasno-niebieskie jeansowe rurki, bluzkę na ramiączka w biało-niebieskie paski, biały sweterek. Do tego dołożyłam długi wisior z napisem love i bransoletki z muliny. Zeszłam później na dół. Wszyscy siedzieli przy stole i jedli śniadanie. Poszłam przygotować buty, granatowe trampki converse. Musiałam być przygotowana. Nie lubie odkładać rzeczy na ostatnia chwilę.
- Dzień dobry. Jak minęła noc? - spytał mnie tata.
- W miarę dobrze. Dziękuje.
- O której mamy samolot? - spytał Matt.
- O 6.00 rano, wiec dziś musicie położyć się wcześniej.
- OMG, tak wcześnie? - zapytał znów brat.
- Niestety, ale za to jak zobaczycie nasz nowy dom to nie będziecie chcieli z niego wychodzić! - powiedział tata śmiejąc się.
- Hehe, zobaczymy... - powiedziałam pod nosem - Idę spakować resztę rzeczy. Mam iść później po coś do sklepu?
- Hmmm.... W sumie to mogłabyś kupić jeszcze na dziś bułki - powiedziała mama.
- Dobrze. To może najpierw pójdę do tego sklepu - powiedziałam. Pobiegłam na górę założyłam pierwsze lepsze ubranie, poprawiłam trochę makijaż, wzięłam portfel i wyszłam. Miałam nadzieję, że spotkam kogoś znajomego, żeby chociaż chwilę pogadać. Szłam ulicą rozmyślając jak to będzie. Przechodziłam obok parku, Rose która zawsze tam przesiadywała z książka zauważyła mnie i zaczęła do mnie krzyczeć podeszłam i zaczęłyśmy gadać.
- Hej słońce, co słychać? - zapytała radośnie
- Nie dobrze, wyprowadzam się. Już jutro wyjeżdżam - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Jak to?! Gdzie?! - spytała Rose podniesionym głosem.
- Do Londynu. Mój tata dostał awans i musimy teraz wyjechać.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez dłuższy czas, w końcu się pożegnałam i poszłam do tego sklepu bo rodzice pewnie zaczynali się martwić, ile to można iść do sklepu. Wróciłam do domu i poszłam odłożyć bułki do kuchni.
- Tak długo byłaś w sklepie? - spytała mama kiedy zobaczyła mnie w kuchni.
- Spotkałam po drodze Rose i się zagadałyśmy
- No tak... Musiałaś się pożegnać..., ale nie martw się na pewno znajdziesz nowych przyjaciół - powiedziała pocieszającym głosem.
- Właśnie tak.... - odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju by spakować resztę rzeczy.
Włączyłam telewizor na kanale muzycznym i zaczęłam się pakować. Zajęło mi to dłużej niż myślałam. Nadszedł wieczór. Zeszłam tylko, żeby zjeść kolację. Potem byłam znów u siebie i ni stąd ni zowąd zasnęłam. Budzik zadzwonił o 4.00 rano. Wyłączyłam go i leżałam nadal w łóżku. Matt wparował do mojego pokoju i zaczął skakać po łóżku chcąc mnie obudzić. Ledwo co wywlekłam się z łóżka i poszłam pod prysznic. Ubrałam się i zaczęłam się malować nałożyłam make-up i pomalowałam rzęsy. Minęła godzina. Brat wziął moją walizkę i zeszliśmy na duł. Mama i tata czekali już na nas. Zjedliśmy płatki czekoladowe i musieliśmy się zbierać. Tata zamówił taksówkę i wszyscy pojechaliśmy na lotnisko. Jechaliśmy nie całe pół godziny. W sumie lot samolotem też nie wydawał się długi. Na lotnisku byliśmy o 9.45. Był ranek, ale słońce mocno grzało. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do naszego nowego domu. Kiedy byliśmy na miejscu naszym oczom ukazała się wielka willa z basenem.Razem z Mattem nie mogliśmy w to uwierzyć. Wbiegliśmy szybko do domu. Wnętrze było bardzo nowoczesne. Jasne kanapy i meble. Ściany były w kolorach od beżu do ciemnej czekolady. Dom o którym mogłam tylko pomarzyć. Tata pokazał nam masze pokoje. Mój był ogromny. Ściany były w kolorze fioletu i brudnej bieli. Duże łóżko na którym według mnie zmieściłyby się cztery osoby, ogromna szafa z lustrami, dużo okien i własny balkon z widokiem na ogród w którym znajdował się basen. Tata nawet kupił mi nowego laptopa. Nagle do pokoju wszedł Matt.
- No ładnie tu masz... - powiedział chichrając się - Ale mój jest i tak ładniejszy
- Mhhhmm..... - odpowiedziałam - powiedz rodzicom ze idę się przejść po okolicy
Wzięłam telefon ze słuchawkami, trochę pieniędzy i wyszłam. Szłam ulicami rozglądając się dokładnie. Wszędzie byli zabiegani ludzie który spieszyli się do pracy albo na jakieś ważne spotkania. Byłam szczęśliwa z jednej strony, że wyjechałam to była okazja dla mnie poznania nowych ludzi. Nowe przygody coś takiego nigdy się już nie powtórzy ale w głębi duszy czułam że z całego serca chciałabym być jednak w Polsce z moimi przyjaciółmi których kocham. Szłam ulicą i dostrzegłam park skierowałam się ku niemu. Siedziało w nim dużo nastolatków, tak jak w Polsce. Wszyscy się na mnie gapili, ale się tym nie przejmowałam przecież jestem nowa. Wyjęłam swojego iPhona i weszłam na Facebooka. Jak zwykle nic się nie dzieje. Weszłam na Twittera znowu dziewczyny gadają o jakimś nowym zespole. Nie czytałam tego nie chciało mi się. Wysłałam do Andie wiadomość " Dojechałam, fajne tu jest ale nigdy nie będzie tak jak było z wami ;( ". Po kilku minutach dostałam odpowiedź " Nie smutaj misiek będzie dobrze ;) Tęsknię :* ". Odpisałam jej " Ściągnę was tu na jakiś weekend albo na całe wakacje. Obiecuję ". Już nie odpisała pewnie już miała lekcje. Ja dopiero jutro idę do szkoły. Podłączyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Łzy poleciały mi po policzkach. Schyliłam głowę i patrzyłam się na wyświetlacz telefonu tak jakbym miała dostać jakiegoś objawienia. Łzy cały czas mi leciały. Pomyślałam sobie że wyglądam jak ostatnia ofiara. Wyjęłam słuchawki z uszu i położyłam telefon na ławeczce obok swojej nogi. Wyciągnęłam chusteczkę z kieszeni i zaczęłam ocierać twarz. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że przygląda mi się jakiś chłopak. Stal niedaleko mojej ławki z czwórka jakiś innych chłopaków, którzy się śmieli. Wyrzuciłam chusteczkę do kosza który stał obok mojej ławki, wstałam i zaczęłam zmierzać w kierunku swojego domu. Nadal czułam jego wzrok na sobie. Ciarki przeszły mi po plecach. Byłam już w domu. Poszłam do kuchni. Chciałam zrobić sobie coś do jedzenia ale mama powiedziała że zaraz będzie obiad. Poczekałam chwilkę, mama podała mi talerz z jadzeniem wzięłam go i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i zaczęłam przełączać kanały.
- Nic..., nic..., nic... - zaczęłam mówić. Brat usiadł obok mnie.
- Włącz jakiś film
- Właśnie w tym sęk, że nic nie ma.... - powiedziałam i zaczęłam jeść
Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas. Była już godzina 19.25 postanowiłam że napisze do Andie. Zaczęłam szukać teflonu nigdzie go nie było. W moim pokoju nic, w kuchni nic, w salonie też go nie było.
- Matt pożycz mi swój telefon - poprosiłam
- Po co? - odparł
- Nie wiem gdzie zostawiłam swój więc zadzwonię to go może znajdę. - Matt wyją swojego iPhona z kieszeni i mi go podał - Dzięki jesteś wielki! - usiadłam obok niego na kanapie i wybrałam swój numer. Czekam...., czekam... i nic nie słyszę naglę ktoś odebrał
- Słucham? - powiedział ktoś
- Yyyy... przepraszam, bo to jest mój telefon i chciałabym go odzyskać - powiedziałam zaniepokojona
- Dobrze. Spotkajmy się w parku obok Big Ben' ie za 20 minut
- Dobrze - odparłam rozłączając się - Wychodzę, będę za godzinę - powiedziałam.
Szybkim tempem wyszłam z domu. Czekałam na kolesia, który miał mój telefon. Spóźniał się pięć minut. Chodziłam jak oszalała w tą i z powrotem nie mogąc uspokoić myśli. Nagle ktoś złapał mnie za ramię, odwróciłam się szybko. Ujrzałam przystojniaka który przyglądał mi się w parku. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy....
~~~~~~~~~~~
Hej! Jak wam się podoba? Jak na razie nikogo tutaj nie wiedzę komentujcie, piszcie co wam się nie podoba co dodać. Z góry dzięki za komentarze ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz