poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 1

Dzień zaczął się fatalnie jak każdy inny. Wstałam o godzinie 6.00 rano i poszłam ogarnąć się do łazienki. Po porannej toalecie zaczęłam przewalać ciuchy w szafie, bo jak zwykle nie miałam się w co ubrać, ale znalazłam coś w sam raz na dzisiejszy dzień. ( założyłam to: )


Włosy związałam na boku w luźny kucyk. Była już 7.00, zeszłam szybkim tempem po schodach, do kuchni z której dobiegał przepiękny zapach. Byłam pewna, że wszyscy już na mnie czekali, bo to ja jestem zawsze ta spóźniona. 

- Dzień dobry śpiąca królewno - powiedział Matt. 
- Hej. Gdzie są wszyscy? - zapytałam zdezorientowana. 
 - Ojciec zaraz przyjedzie. Obiecała nas podwieźć swoim nowym samochodem do szkoły. Jak to on powiedział "jest to część niespodzianki", a mama jest w pracy. Musiała dzisiaj wcześniej wyjść, mają jakieś problemy. czy coś w tym stylu.
- O fajne ciekawe jaka jest druga cześć niespodzianki. Znowu coś głupiego wymyśli - odparłam ze śmiechem sięgając po płatki.
- Zostaw! Ja dzisiaj przygotowałem śniadanie! - z uśmiechem spojrzał na Meg.
- Ty?! Ciekawe czym chcesz mnie dzisiaj otruć. - zaśmiałam się, ale czułam radość bo nie zawsze zdarza się, że Matt przygotowuje mi śniadanie.
- Ja?! Co ty, nie mógłbym. Takiej siostry nie ma chyba nikt. No fakt ja mam. - powiedział i zaczął się śmiać. Bardzo lubił Meg pomimo tego, iż się ciągle kłócili.
- O dziękuje. Dobra, co dzisiaj będzie? - spytałam zafascynowana.
- Naleśniki z bitą śmietana i owocami. - na twarzy Matta znów pojawił się uśmiech.
- Wow! Ja chcę już jeść. Pośpiesz się, bo zaraz pewnie przyjedzie tata - Meg usiadła do kuchennego stolika. Z niecierpliwością czekała na danie które poda jej brat.

Była już 7.20 Matt nadał tempa i skończył przygotowywać śniadanie. Postawił przede-mną talerzy ze śniadaniem. Jak je ujrzałam oczy mi wyszły do wierzchu, podane jak w ekskluzywnej restauracji. Ciasto z którego wystawały owoce, na tym bita śmietana, a na niej truskawka a to wszytko polane odrobina czekolady. Zaczęłam jeść. Było idealne, w życiu nie jadłam czegoś równie dobrego. Owoce były ciepłe, rozpływało się w ustach. W pewnym momencie zabrzmiał dźwięk trąbiącego samochodu. Skończyłam jeść i zaczęłam się zbierać. Zabrałam torbę, klucze, telefon i wybiegłam przed dom, Matt zamykał za mną drzwi, a ja stanęłam jak wryta. Ujrzałam piękne czarne BMW. On nie zdarzył się odwrócić, a ja już szłam do samochodu mówić ze śmiechem:

- Ja siedzę z przodu!
- Ej, to nie fair. Jetem starszy i do tego zrobiłem dzisiaj śniadanie - odparł zbulwersowany.
- Wybacz kolego tak czasem niestety jest.

Za 10 minut zaczynały się lekcje, a my jeszcze staliśmy pod domem bo Matt zapomniał telefonu pomyślałam sobie "zawsze spoko". Ciągle czegoś zapomina. W końcu ruszyliśmy, na miejscu byliśmy po 5 minutach. Przed szkoła czekała nam nie jak zwykle moja przyjaciółka Andie. Wyglądała zjawiskowo, z resztą jak zwykle. Zawsze miała dobre poczucie stylu. ( była ubrana w to: )


Wysiadłam z samochodu oznajmiłam tacie, że ma przyjechać po lekcjach i się pożegnałam. Ruszyłam w stronę przyjaciółki, która stała jak wryta.

- Hej słoneczko. Co tak stoisz? - spytałam, choć bardzo dobrze wiedziałam o co chodzi.
- Masz zajefajne auto... - odpowiedziała witając się ze mną.
- Moja reakcja była dosłownie taka sama, ale mniejsza o to. Chodźmy na lekcje, bo zaraz będzie dzwonek- zaczęłyśmy się śmiać i ruszyłyśmy w stronę szkoły.

Lekcje w szkole minęły szybko. Po zajęciach wyszłyśmy z Andie ze szkoły. Powiedziałam, że podrzucę ją do domu bo mieszka zaledwie kilka domów dalej odemnie. Za nami szedł Matt. Pewnie zauważył już że tata czeka, dlatego nas wyprzedził i oznajmił, że on siedzi z przodu, ale ja to zlekceważywszy. Wsiadłyśmy i zaraz znalazłyśmy się pod domem Andie. Miała mega wielki dom. Pożegnałam się z nią i ruszyliśmy dalej po niecałej minucie byliśmy już na miejscu. Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu. Wchodziłam już po schodach, gdy tata zaczął mówić:

- Chciałbym żeby wszyscy byli na kolacji.
- Okej - powiedzieliśmy chórkiem z Matterm

Nie chciało mi się nic robić, więc uznałam, że się położę i trochę odpocznę. Wzięłam mp4, założyłam słuchawki na uszy i położyłam się na łóżko. Włączyłam muzykę, a po chwili już spałam. Obudziłam się o 19.30. Poszłam się troche ogarnąć do łazienki i zbiegłam do salonu.

- No nareszcie wstałaś. Usiądź bo mamy wam coś do powiedzenia
- Ooo, a co takiego? - zapytałam ze zdziwieniem
- No właśnie. Mamo chyba nie jesteś w ciąży?! - spytał mój braciszek chichrając się.  
- Nie no coś ty! - powiedziała mama.  
- Mamy dla was niespodziankę.
- Jeeej, lubię niespodzianki! - krzyknęłam szczęśliwa.
- Dostałem awans i szef przenosi mnie od wydziału w Londynie. Wyprowadzamy się dzieci. - powiedział tata. Ja siedziałam jak wryta.
- Że co?! Ja mam tu szkołę i przyjaciół! To najgorsza niespodzianka w życiu!!! - krzyknęłam i wyszłam z salonu trzaskając przy tym drzwiami. Nie byłam zadowolona. Była tutaj moja najlepsza przyjaciółka i reszta kumpli ze szkoły. Nie chciałam się wyprowadzać. Leżałam w łóżku i płakałam w poduszkę.

- Córciu, to nie nasza wina. Musimy to zrobić, bo inaczej tata straci pracę. Jesteś bardzo ładna i miła. Na pewno znajdziesz nowych przyjaciół. - powiedziała mama siadając na łóżku.
- Ale ja mam już przyjaciół! Tutaj w Warszawie!
- Wiem kochanie, ale pomyśl o tacie. To jego wymarzona praca. Nie chciałby jej stracić.
- No tak .... No dobrze. Przepraszam was, ale byłam w szoku.  
- Nie szkodzi misiu. - po tych słowach przytuliłam mocno mamę.
- Kiedy wyjeżdżamy? - spytałam 
- Już pojutrze.
- Tak szybko? No cóż mogę iść do Andie? Powiem jej wszystko i pożegnam się, bo raczej jutro nie będę miała czasu, żeby się z nią zobaczyć. - powiedziałam.
- Dobrze idź. - powiedziała mama po czym szybko wyszła z domu.

Moja przyjaciółka mieszka parę domów dalej. Szłam jakieś 2 minuty. Oczywiście ze łzami w oczach. Chciałam zostać tutaj, ale nie mogłam. Za bardzo kochałam moją rodzinę.

- Meg?! Co się stało?! - zapytała mnie przyjaciółka, która właśnie otworzyła drzwi - Dlaczego płaczesz?! - spytała jeszcze raz.
- Poczekaj, zaraz ci powiem... 

Opowiedziałam jej co się stało. Obie zaczęłyśmy płakać. Byłyśmy jak siostry o wszystkim sobie mówiłyśmy bez wyjątków.

- I co ja będę bez ciebie robić? - zapytała Andie
- A ja bez ciebie? Obiecuje ci, że będę dzwonić codziennie do przez skype! - powiedziałam. 

Rozmawiałyśmy jeszcze bardzo długo. Zauważyłam, że jest już późno i musiałam iść. Pożegnałam się z Andie i poszłam do domu. Czekała mnie ciężka noc...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz