niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 2

Kiedy wstałam i przypomniałam sobie, że jutro wyjeżdżamy byłam zrozpaczona. Od razu zaczęłam się pakować. Zostawiłam tylko ciuchy na jutro, czyli zwykłe jasno-niebieskie jeansowe rurki, bluzkę na ramiączka w biało-niebieskie paski, biały sweterek. Do tego dołożyłam długi  wisior z napisem love i bransoletki z muliny. Zeszłam później na dół. Wszyscy siedzieli przy stole i jedli śniadanie. Poszłam przygotować buty, granatowe trampki converse. Musiałam być przygotowana. Nie lubie odkładać rzeczy na ostatnia chwilę.

- Dzień dobry. Jak minęła noc? - spytał mnie tata.
- W miarę dobrze. Dziękuje.
- O której mamy samolot? - spytał Matt.
- O 6.00 rano, wiec dziś musicie położyć się wcześniej.
- OMG, tak wcześnie? - zapytał znów brat.
- Niestety, ale za to jak zobaczycie nasz nowy dom to nie będziecie chcieli z niego wychodzić! - powiedział tata śmiejąc się.
- Hehe, zobaczymy... - powiedziałam pod nosem - Idę spakować resztę rzeczy. Mam iść później po coś do sklepu?
- Hmmm.... W sumie to mogłabyś kupić jeszcze na dziś bułki - powiedziała mama.
- Dobrze. To może najpierw pójdę do tego sklepu - powiedziałam. Pobiegłam na górę założyłam pierwsze lepsze ubranie, poprawiłam trochę makijaż, wzięłam portfel i wyszłam. Miałam nadzieję, że spotkam kogoś znajomego, żeby chociaż chwilę pogadać. Szłam ulicą rozmyślając jak to będzie. Przechodziłam obok parku, Rose która zawsze tam przesiadywała z książka zauważyła mnie i zaczęła do mnie krzyczeć podeszłam i zaczęłyśmy gadać.

- Hej słońce, co słychać? - zapytała radośnie
- Nie dobrze, wyprowadzam się. Już jutro wyjeżdżam - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Jak to?! Gdzie?! - spytała Rose podniesionym głosem.
- Do Londynu. Mój tata dostał awans i musimy teraz wyjechać.

Rozmawiałyśmy jeszcze przez dłuższy czas, w końcu się pożegnałam i poszłam do tego sklepu bo rodzice pewnie zaczynali się martwić, ile to można iść do sklepu. Wróciłam do domu i poszłam odłożyć bułki do kuchni.

- Tak długo byłaś w sklepie? - spytała mama kiedy zobaczyła mnie w kuchni.
- Spotkałam po drodze Rose i się zagadałyśmy
- No tak... Musiałaś się pożegnać..., ale nie martw się na pewno znajdziesz nowych przyjaciół - powiedziała pocieszającym głosem.
- Właśnie tak.... - odpowiedziałam i poszłam do swojego pokoju by spakować resztę rzeczy.

Włączyłam telewizor na kanale muzycznym i zaczęłam się pakować. Zajęło mi to dłużej niż myślałam. Nadszedł wieczór. Zeszłam tylko, żeby zjeść kolację. Potem byłam znów u siebie i ni stąd ni zowąd zasnęłam. Budzik zadzwonił o 4.00 rano. Wyłączyłam go i leżałam nadal w łóżku. Matt wparował do mojego pokoju i zaczął skakać po łóżku chcąc mnie obudzić. Ledwo co wywlekłam się z łóżka i poszłam pod prysznic. Ubrałam się i zaczęłam się malować nałożyłam make-up i pomalowałam rzęsy. Minęła godzina. Brat wziął moją walizkę i zeszliśmy na duł. Mama i tata czekali już na nas. Zjedliśmy płatki czekoladowe i musieliśmy się zbierać. Tata zamówił taksówkę i wszyscy pojechaliśmy na lotnisko. Jechaliśmy nie całe pół godziny. W sumie lot samolotem też nie wydawał się długi. Na lotnisku byliśmy o 9.45. Był ranek, ale słońce mocno grzało. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do naszego nowego domu. Kiedy byliśmy na miejscu naszym oczom ukazała się wielka willa z basenem.Razem z Mattem nie mogliśmy w to uwierzyć. Wbiegliśmy szybko do domu. Wnętrze było bardzo nowoczesne. Jasne kanapy i meble. Ściany były w kolorach od beżu do ciemnej czekolady. Dom o którym mogłam tylko pomarzyć. Tata pokazał nam masze pokoje. Mój był ogromny. Ściany były w kolorze fioletu i brudnej bieli.  Duże łóżko na którym według mnie zmieściłyby się cztery osoby, ogromna szafa z lustrami, dużo okien i własny balkon z widokiem na ogród w którym znajdował się basen. Tata nawet kupił mi nowego laptopa. Nagle do pokoju wszedł Matt.

- No ładnie tu masz... - powiedział chichrając się - Ale mój jest i tak ładniejszy
- Mhhhmm..... - odpowiedziałam - powiedz rodzicom ze idę się przejść po okolicy

Wzięłam telefon ze słuchawkami, trochę pieniędzy i wyszłam. Szłam ulicami rozglądając się dokładnie. Wszędzie byli zabiegani ludzie który spieszyli się do pracy albo na jakieś ważne spotkania. Byłam szczęśliwa z jednej strony, że wyjechałam to była okazja dla mnie poznania nowych ludzi. Nowe przygody coś takiego nigdy się już nie powtórzy ale w głębi duszy czułam że z całego serca chciałabym być jednak w Polsce z moimi przyjaciółmi których kocham. Szłam ulicą i dostrzegłam park skierowałam się ku niemu. Siedziało w nim dużo nastolatków, tak jak w Polsce. Wszyscy się na mnie gapili, ale się tym nie przejmowałam przecież jestem nowa. Wyjęłam swojego iPhona i weszłam na Facebooka. Jak zwykle nic się nie dzieje. Weszłam na Twittera znowu dziewczyny gadają o jakimś nowym zespole. Nie czytałam tego nie chciało mi się. Wysłałam do Andie wiadomość " Dojechałam, fajne tu jest ale nigdy nie będzie tak jak było z wami ;( ". Po kilku minutach dostałam odpowiedź " Nie smutaj misiek będzie dobrze ;) Tęsknię :* ". Odpisałam jej " Ściągnę was tu na jakiś weekend albo na całe wakacje. Obiecuję ". Już nie odpisała pewnie już miała lekcje. Ja dopiero jutro idę do szkoły. Podłączyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Łzy poleciały mi po policzkach. Schyliłam głowę i patrzyłam się na wyświetlacz telefonu tak jakbym miała dostać jakiegoś objawienia. Łzy cały czas mi leciały. Pomyślałam sobie że wyglądam jak ostatnia ofiara. Wyjęłam słuchawki z uszu i położyłam telefon na ławeczce obok swojej nogi. Wyciągnęłam chusteczkę z kieszeni i zaczęłam ocierać twarz. Poczułam czyjś wzrok na sobie. Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że przygląda mi się jakiś chłopak. Stal niedaleko mojej ławki z czwórka jakiś innych chłopaków, którzy się śmieli. Wyrzuciłam chusteczkę do kosza który stał obok mojej ławki, wstałam i zaczęłam zmierzać w kierunku swojego domu. Nadal czułam jego wzrok na sobie. Ciarki przeszły mi po plecach. Byłam już w domu. Poszłam do kuchni. Chciałam zrobić sobie coś do jedzenia ale mama powiedziała że zaraz będzie obiad. Poczekałam chwilkę, mama podała mi talerz z jadzeniem wzięłam go i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i zaczęłam przełączać kanały.

- Nic..., nic..., nic... - zaczęłam mówić. Brat usiadł obok mnie.
- Włącz jakiś film
- Właśnie w tym sęk, że nic nie ma.... - powiedziałam i zaczęłam jeść

Siedzieliśmy tak przez dłuższy czas. Była już godzina 19.25 postanowiłam że napisze do Andie. Zaczęłam szukać teflonu nigdzie go nie było. W moim pokoju nic, w kuchni nic, w salonie też go nie było.

- Matt pożycz mi swój telefon - poprosiłam
- Po co? - odparł
- Nie wiem gdzie zostawiłam swój więc zadzwonię to go może znajdę. - Matt wyją swojego iPhona z kieszeni i mi go podał - Dzięki jesteś wielki! - usiadłam obok niego na kanapie i wybrałam swój numer. Czekam...., czekam... i nic nie słyszę naglę ktoś odebrał
- Słucham? - powiedział ktoś
- Yyyy... przepraszam, bo to jest mój telefon i chciałabym go odzyskać - powiedziałam zaniepokojona
- Dobrze. Spotkajmy się w parku obok Big Ben' ie za 20 minut
- Dobrze - odparłam rozłączając się - Wychodzę, będę za godzinę - powiedziałam.

Szybkim tempem wyszłam z domu. Czekałam na kolesia, który miał mój telefon. Spóźniał się pięć minut. Chodziłam jak oszalała w tą i z powrotem nie mogąc uspokoić myśli. Nagle ktoś złapał mnie za ramię, odwróciłam się szybko. Ujrzałam przystojniaka który przyglądał mi się w parku. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy....


~~~~~~~~~~~
Hej! Jak wam się podoba? Jak na razie nikogo tutaj nie wiedzę komentujcie, piszcie co wam się nie podoba co dodać. Z góry dzięki za komentarze ;)  

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rozdział 1

Dzień zaczął się fatalnie jak każdy inny. Wstałam o godzinie 6.00 rano i poszłam ogarnąć się do łazienki. Po porannej toalecie zaczęłam przewalać ciuchy w szafie, bo jak zwykle nie miałam się w co ubrać, ale znalazłam coś w sam raz na dzisiejszy dzień. ( założyłam to: )


Włosy związałam na boku w luźny kucyk. Była już 7.00, zeszłam szybkim tempem po schodach, do kuchni z której dobiegał przepiękny zapach. Byłam pewna, że wszyscy już na mnie czekali, bo to ja jestem zawsze ta spóźniona. 

- Dzień dobry śpiąca królewno - powiedział Matt. 
- Hej. Gdzie są wszyscy? - zapytałam zdezorientowana. 
 - Ojciec zaraz przyjedzie. Obiecała nas podwieźć swoim nowym samochodem do szkoły. Jak to on powiedział "jest to część niespodzianki", a mama jest w pracy. Musiała dzisiaj wcześniej wyjść, mają jakieś problemy. czy coś w tym stylu.
- O fajne ciekawe jaka jest druga cześć niespodzianki. Znowu coś głupiego wymyśli - odparłam ze śmiechem sięgając po płatki.
- Zostaw! Ja dzisiaj przygotowałem śniadanie! - z uśmiechem spojrzał na Meg.
- Ty?! Ciekawe czym chcesz mnie dzisiaj otruć. - zaśmiałam się, ale czułam radość bo nie zawsze zdarza się, że Matt przygotowuje mi śniadanie.
- Ja?! Co ty, nie mógłbym. Takiej siostry nie ma chyba nikt. No fakt ja mam. - powiedział i zaczął się śmiać. Bardzo lubił Meg pomimo tego, iż się ciągle kłócili.
- O dziękuje. Dobra, co dzisiaj będzie? - spytałam zafascynowana.
- Naleśniki z bitą śmietana i owocami. - na twarzy Matta znów pojawił się uśmiech.
- Wow! Ja chcę już jeść. Pośpiesz się, bo zaraz pewnie przyjedzie tata - Meg usiadła do kuchennego stolika. Z niecierpliwością czekała na danie które poda jej brat.

Była już 7.20 Matt nadał tempa i skończył przygotowywać śniadanie. Postawił przede-mną talerzy ze śniadaniem. Jak je ujrzałam oczy mi wyszły do wierzchu, podane jak w ekskluzywnej restauracji. Ciasto z którego wystawały owoce, na tym bita śmietana, a na niej truskawka a to wszytko polane odrobina czekolady. Zaczęłam jeść. Było idealne, w życiu nie jadłam czegoś równie dobrego. Owoce były ciepłe, rozpływało się w ustach. W pewnym momencie zabrzmiał dźwięk trąbiącego samochodu. Skończyłam jeść i zaczęłam się zbierać. Zabrałam torbę, klucze, telefon i wybiegłam przed dom, Matt zamykał za mną drzwi, a ja stanęłam jak wryta. Ujrzałam piękne czarne BMW. On nie zdarzył się odwrócić, a ja już szłam do samochodu mówić ze śmiechem:

- Ja siedzę z przodu!
- Ej, to nie fair. Jetem starszy i do tego zrobiłem dzisiaj śniadanie - odparł zbulwersowany.
- Wybacz kolego tak czasem niestety jest.

Za 10 minut zaczynały się lekcje, a my jeszcze staliśmy pod domem bo Matt zapomniał telefonu pomyślałam sobie "zawsze spoko". Ciągle czegoś zapomina. W końcu ruszyliśmy, na miejscu byliśmy po 5 minutach. Przed szkoła czekała nam nie jak zwykle moja przyjaciółka Andie. Wyglądała zjawiskowo, z resztą jak zwykle. Zawsze miała dobre poczucie stylu. ( była ubrana w to: )


Wysiadłam z samochodu oznajmiłam tacie, że ma przyjechać po lekcjach i się pożegnałam. Ruszyłam w stronę przyjaciółki, która stała jak wryta.

- Hej słoneczko. Co tak stoisz? - spytałam, choć bardzo dobrze wiedziałam o co chodzi.
- Masz zajefajne auto... - odpowiedziała witając się ze mną.
- Moja reakcja była dosłownie taka sama, ale mniejsza o to. Chodźmy na lekcje, bo zaraz będzie dzwonek- zaczęłyśmy się śmiać i ruszyłyśmy w stronę szkoły.

Lekcje w szkole minęły szybko. Po zajęciach wyszłyśmy z Andie ze szkoły. Powiedziałam, że podrzucę ją do domu bo mieszka zaledwie kilka domów dalej odemnie. Za nami szedł Matt. Pewnie zauważył już że tata czeka, dlatego nas wyprzedził i oznajmił, że on siedzi z przodu, ale ja to zlekceważywszy. Wsiadłyśmy i zaraz znalazłyśmy się pod domem Andie. Miała mega wielki dom. Pożegnałam się z nią i ruszyliśmy dalej po niecałej minucie byliśmy już na miejscu. Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu. Wchodziłam już po schodach, gdy tata zaczął mówić:

- Chciałbym żeby wszyscy byli na kolacji.
- Okej - powiedzieliśmy chórkiem z Matterm

Nie chciało mi się nic robić, więc uznałam, że się położę i trochę odpocznę. Wzięłam mp4, założyłam słuchawki na uszy i położyłam się na łóżko. Włączyłam muzykę, a po chwili już spałam. Obudziłam się o 19.30. Poszłam się troche ogarnąć do łazienki i zbiegłam do salonu.

- No nareszcie wstałaś. Usiądź bo mamy wam coś do powiedzenia
- Ooo, a co takiego? - zapytałam ze zdziwieniem
- No właśnie. Mamo chyba nie jesteś w ciąży?! - spytał mój braciszek chichrając się.  
- Nie no coś ty! - powiedziała mama.  
- Mamy dla was niespodziankę.
- Jeeej, lubię niespodzianki! - krzyknęłam szczęśliwa.
- Dostałem awans i szef przenosi mnie od wydziału w Londynie. Wyprowadzamy się dzieci. - powiedział tata. Ja siedziałam jak wryta.
- Że co?! Ja mam tu szkołę i przyjaciół! To najgorsza niespodzianka w życiu!!! - krzyknęłam i wyszłam z salonu trzaskając przy tym drzwiami. Nie byłam zadowolona. Była tutaj moja najlepsza przyjaciółka i reszta kumpli ze szkoły. Nie chciałam się wyprowadzać. Leżałam w łóżku i płakałam w poduszkę.

- Córciu, to nie nasza wina. Musimy to zrobić, bo inaczej tata straci pracę. Jesteś bardzo ładna i miła. Na pewno znajdziesz nowych przyjaciół. - powiedziała mama siadając na łóżku.
- Ale ja mam już przyjaciół! Tutaj w Warszawie!
- Wiem kochanie, ale pomyśl o tacie. To jego wymarzona praca. Nie chciałby jej stracić.
- No tak .... No dobrze. Przepraszam was, ale byłam w szoku.  
- Nie szkodzi misiu. - po tych słowach przytuliłam mocno mamę.
- Kiedy wyjeżdżamy? - spytałam 
- Już pojutrze.
- Tak szybko? No cóż mogę iść do Andie? Powiem jej wszystko i pożegnam się, bo raczej jutro nie będę miała czasu, żeby się z nią zobaczyć. - powiedziałam.
- Dobrze idź. - powiedziała mama po czym szybko wyszła z domu.

Moja przyjaciółka mieszka parę domów dalej. Szłam jakieś 2 minuty. Oczywiście ze łzami w oczach. Chciałam zostać tutaj, ale nie mogłam. Za bardzo kochałam moją rodzinę.

- Meg?! Co się stało?! - zapytała mnie przyjaciółka, która właśnie otworzyła drzwi - Dlaczego płaczesz?! - spytała jeszcze raz.
- Poczekaj, zaraz ci powiem... 

Opowiedziałam jej co się stało. Obie zaczęłyśmy płakać. Byłyśmy jak siostry o wszystkim sobie mówiłyśmy bez wyjątków.

- I co ja będę bez ciebie robić? - zapytała Andie
- A ja bez ciebie? Obiecuje ci, że będę dzwonić codziennie do przez skype! - powiedziałam. 

Rozmawiałyśmy jeszcze bardzo długo. Zauważyłam, że jest już późno i musiałam iść. Pożegnałam się z Andie i poszłam do domu. Czekała mnie ciężka noc...

Bohaterowie:


Meg Harper - 17-latka zamieszkująca z rodziną w Polsce ( w Warszawie ). Jest miłą, zwariowaną nastolatką, która ma dobre wyniki w nauce. Chce zostać piosenkarka. Jej najlepszą przyjaciółką jest Andie.



Matt Harper - 18-latek zamieszkujący z rodzina w Polsce ( w Warszawie ). Jest starszym bratem Meg. 



Andie Dione - 18-latka, najlepsza przyjaciółka Meg. Zamieszkuje z rodzina w Polsce ( w Warszawie ). Jest miła, zwariowana, ale dobrze się uczy.Chce zostać wokalistką tak jak Meg.



Harry Styles - 18-latek; pochodzi z Wielkiej Brytanii, a zamieszkuje w Londynie; wokalista zespołu One Direction.



Zayn Malik - 19-latek; pochodzi z Wielkiej Brytanii, a zamieszkuje w Londynie; wokalista zespołu One Direction.



 Liam Payne - 19-latek; 19-latek; pochodzi z Wielkiej Brytanii, a zamieszkuje w Londynie; wokalista zespołu One Direction.



Niall Horan - 19-latek; pochodzi z Irlandii, a zamieszkuje w Londynie; wokalista zespołu One Direction.



Louis Tomlinson - 21-letni chłopak; pochodzi z Wielkiej Brytanii, a zamieszkuje w Londynie; wokalista zespołu One Direction.